Sezon polskich śliwek startuje, a ceny już pod presją
Sezon krajowych śliwek wystartował w tym roku wyraźnie później niż sezon 2024. Ale dynamika zmian cenowych tych owoców coraz bardziej się upodabnia do tej sprzed roku. Jesteśmy dopiero u początku sezonu, polskich śliwek jest na razie bardzo mało i ich podaż ogranicza się do wczesnych odmian (głównie to Herman, zaczyna się pojawiać Rana).
Ale hurtowe ceny tych owoców już sa pod wyraźną presją. Dokładnie tak samo, jak przed rokiem. Wtedy też polskie śliwki zaczęły szybko tanieć i to pomimo faktu, że ich dostępność nie była wysoka. Różnica między tamtym i obecnym sezonem jest jednak znacząca – wtedy ta presja na zniżkę cen śliwek polskich była ewidentnie generowana przez obfity strumień śliwek importowanych.
W tym roku nie ma mowy o tak dużym imporcie. Jest trochę śliwek z Bałkanów. Dużo mniej napływa ich z południa Europy. Generalnie import jest ograniczony i nie stanowi takiej konkurencji cenowej jak w poprzednim sezonie. Ceny śliwek importowanych to w hurcie wciąż bowiem poziom 8,00-9,00 zł/kg. Stabilny i relatywnie wysoki. To nie on tym razem jest źródłem nacisku na zniżkę cen owoców rodzimych.
A ceny polskich śliwek w krajowym hurcie? Zaczynały wysoko, bo również na poziomie 6,00-7,00 zł/kg, ale błyskawicznie potaniały. Obecnie ceny śliwek Herman to najczęściej 4,00 zł/kg, a na giełdzie w Sandomierzu nawet 3,00 zł/kg. Z drugiej strony w Kaliszu podrożały one do 6,00 zł/kg. Ceny śliwek Rana to 7,00-9,00 zł/kg, ale ich podaż jest na razie minimalna.
Spadki cen polskich śliwek nie mają źródła ani w nadmiernej podaży owoców krajowych, ani w imporcie. A jednak producenci sami obniżają ceny, jakby część z nich nie wierzyła, że owoce te mogą utrzymać lepszy poziom cenowy, zgodny z realiami podażowymi. Być może wynika to z faktu, że wczesne odmiany śliwek nie są tak popularne wśród konsumentów i przy relatywnie wysokich cenach nawet ta bardzo niewielka podaż nie znajduje kupców?



