Teraz oglądasz:
PL | EN | RU

Korzystaj z serwisu bez ograniczeń - porównuj szczegółowe ceny, czytaj pełne artykuły!

Wykup abonament

Gorąca kampania jabłkowa

2021-09-16 11:00

Kampania zbioru jabłek w Polsce dopiero się rozkręca, ale w branży już jest bardzo gorąco. Czy to w bezpośrednich rozmowach z sadownikami, czy to na sadowniczych forach kipi od emocji. Wszystko przez już niskie ceny jabłek o perspektywy dalszego ich spadku.

Tegoroczne polskie zbiory jabłek znów są prognozowane na wysokie. Prognozuje się  wolumen powyżej 4 mln ton, a niektórzy nawet mówią, że może to być blisko 5 mln ton. Kupcy już dyskontują te informacje i stawki oferowane obecnie za jabłka deserowe, a przypomnijmy – to wciąż wczesny etap zbiorów, są znacząco niższe od zeszłorocznych. Do tego podmioty kupujące takie jabłka w większości preferują przyjmowanie jabłka do sortowania, co z punktu widzenia sadownika jest rozwiązaniem gorszym niż sprzedaż na wagę.

Sytuacja nabrzmiała do tego stopnia, że Związek Sadowników RP zdecydował się na protesty. Wspierany jest w tym także przez AgroUnię. Swoje pakietowe działa protestujący wytoczyli na dwóch frontach – przeciw przetwórniom i sieciom handlowym. Ostatnio mieliśmy pikietę przed siedzibą Jeronimo Martins, właściciela sieci Biedronka. Protestowano też przed siedzibą największego na polskim rynku przetwórcy –firmy Dőhler w Kozietułach.

Sadownikom nie można się dziwić. Sytuacja na jabłkowym rynku w Polsce jest chora od lat. Niby Polska jest w Unii Europejskiej od lat, ale rynek jabłek mamy taki bardziej wschodnioeuropejski, jakbyśmy od krajów Unii byli oddzieleni barierą celną lub kwotową. Widać to po cenach – diametralnie innych u nas i w krajach UE. Niby wspólny rynek, a jednak polskie jabłka oddziela jakaś niewidzialna bariera od rynku Francji czy Niemiec.

Oczywiście i przetwórnie i sieci też mają swoje za uszami. Czasem jak się popatrzy na półki marketów, jakie tam jabłka się poniewierają – poobijane, wyschnięte, i w jakich cenach to jest oferowane, to ręce można załamać. Człowiek przestaje się dziwić czemu spożycie bananów rośnie, a jabłek maleje.

Jednak trzeba też szczerze powiedzieć, że i sadownicy nie są bez winy. Po pierwsze ktoś sprzedaje marketom jabłka, które na starcie powinny trafić na przemysł. Więcej – ktoś je zbiera i do handlu kieruje, choć wiadomo, że wysoka podaż bije w ceny. Protestujący podnoszą fakt, że jabłka w sklepach mają stabilne i wcale nie niskie ceny (pomijając promocje, w których często klientom „żeni się” jabłko poniżej 60 mm, oferowane wprost ze skrzynio palet). Ale warto zauważyć, że ceny płacone przez sieci grupom producenckim też znacząco odbiegają in plus od tego, co dostaje sadownik w grupie. Do tego – kto ma w sadach odmiany, o których wiadomo, że nie mają szans na zachodzie Europy? Tu też jest wiele do zrobienia.

Branża owocowo-warzywna w Polsce to od dawna stajnia Augiasza i trzeba naprawdę herkulesowej siły i determinacji, żeby to się zmieniło. Tak ze strony rządowej (również poprzez naciski na oligopole w przetwórstwie i handlu detalicznym oraz zwalczanie protekcjonizmu w krajach unijnych), jak i ze strony producentów.

Dodaj komentarz
Możliwość komentowania dostępna tylko dla użytkowników z wykupionym abonamentem
PODOBNE