Fatalny koniec sezonu polskich śliwek
Tegoroczna końcówka sezonu polskich śliwek deserowych ma fatalny cenowo przebieg. W zasadzie nie będzie przesadą nazwać go katastrofalnym. Ceny polskich śliwek w krajowym hurcie już wcześniej były relatywnie niskie. W każdym razie niższe niż w analogicznych okresach dwóch poprzednich sezonów. I nie zmienił tego stanu rzeczy fakt, że w trzeciej dekadzie września i w pierwszej połowie października te ceny wykazywały pewną tendencję wzrostową.

Ale, po pierwsze, była to tendencja zbyt słaba, aby realnie zmienić sytuację, co widzimy na wykresie powyżej. A po drugie, i to również widać na naszym wykresie, ten zwyżkowy trend to już przeszłość. A ceny sprzedażowe polskich śliwek spadają zamiast rosnąć. A przecież chodzi o towar z chłodni, który powinien być naturalnie droższy niż w okresie trwania zbiorów.
Niestety dla producentów i dostawców, w tym roku nie ma o tym mowy. Popyt siadł, były też problemy z jakością wielu partii owoców wyciąganych z chłodni. W konsekwencji ceny sprzedażowe śliwek z krajowych zapasów znalazły się w hurcie na większą skalę na poziomie zaledwie 2,50-3,50 zł/kg najczęściej, a to oznacza spadek rok do roku aż o 54 procent.
Import śliwek do Polski
A czy wpływ na tę sytuację miał import? Niestety, wciąż czekamy na dane GUS za wrzesień. Ale możemy spojrzeć na liczby opisujące import i eksport śliwek w lecie i próbować ekstrapolować te wyniki. Popatrzmy najpierw na import śliwek do naszego kraju.

źródło: opracowanie własne na podstawie danych GUS
Na wykresie widać wyraźnie, że w pierwszych trzech miesiącach sezonu 2025/2026 import ten nie był wysoki. W sierpniu nawet bardzo niski. Niższy niż w dwóch poprzednich latach. Było to bowiem 7,0 tys. ton, w czasie gdy dwa lata temu import ten wyniósł 7,4 tys. ton, a rok temu aż 15,0 tys. ton.
Analizując dokładniej te dane zobaczymy, że spadek importu ogółem wynikał ze znacznie słabszej obecności śliwki mołdawskiej na naszym rynku w analizowanym okresie. Między czerwcem i sierpniem br. było to 1,6 tys. ton. Rok wcześniej 3,4 tys. ton. Można zatem przypuszczać, że w okresie szczytowym importu mołdawskiego (wrzesień-październik) był on słabszy niż w latach poprzednich. Wniosek, jaki można zaryzykować jest zatem taki, że w tym sezonie import miał mniejszy wpływ na ceny śliwek na naszym rynku krajowym.
Eksport śliwek z Polski

źródło: opracowanie własne na podstawie danych GUS
A co z eksportem? Oczywiście nasz polski eksport świeżych śliwek jest dużo mniejszy niż import tych owoców. Ale warto zauważyć, że w okresie czerwiec-sierpień br. wypadł on całkiem nieźle na tle dwóch poprzednich sezonów. W tym roku było to 1,8 tys. ton. Dwa lata temu eksport en osiągnął poziom 2,1 tys. ton, a rok temu tylko 1,5 tys. ton. Głównymi odbiorcami polskich śliwek były: Ukraina, Finlandia i Słowacja.
Niezły, jak na polskie realia, eksport śliwek w bieżącym sezonie, nie zdołał jednak wesprzeć cen tych owoców w lecie. Tym bardziej nie miał wpływu na nie później. A zatem wygląda na to, że w obecnym sezonie to wyższa podaż polskich śliwek (zbiory szacowane na 113 tys. ton, o prawie 19 procent wyższe niż rok wcześniej) zadecydowała w dużej mierze o realiach cenowych. A kolejnym istotnym czynnikiem był słabszy popyt i niższe ceny tych owoców w polskim przetwórstwie. Import i eksport zaś miały nikły wpływ na ceny krajowych śliwek.



