Teraz oglądasz:
PL | EN | RU

Korzystaj z serwisu bez ograniczeń - porównuj szczegółowe ceny, czytaj pełne artykuły!

Wykup abonament

Polskich pomidorów może być więcej

2013-07-29 12:01

Grupa T. Mularski jest największym producentem pomidorów w Polsce. Prowadzicie Państwo produkcję w szklarniach o powierzchni ponad 60 hektarów, z czego zdecydowaną większość stanowi produkcja pomidorów. Rozpoczęliście też Państwo, w województwie opolskim, inwestycję, która docelowo ma znacznie zwiększyć wasze możliwości produkcyjne.

Tak, Grupa „Gospodarstwo Ogrodnicze T. Mularski”  ma obecnie 64 hektarów szklarni. A inwestycja, o której mowa ma mieć docelowo 90 hektarów.

W nowych szklarniach będziecie Państwo produkować pomidory, czy jeszcze i inne warzywa?

Na dzień dzisiejszy trudno to stwierdzić. Na pewno będzie to  głównie pomidor. Będzie też ogórek. A co jeszcze? To zależy od rynku. Jak będzie popyt na arbuzy to posadzimy arbuzy.

Na kiedy planowane jest uruchomienie tej nowej produkcji?

Uruchomienie nowej produkcji planowane jest na rok 2015, tak aby w roku 2016 warzywa z tych szklarni weszły na rynek.

Z materiałów publikowanych w mediach wynika, iż Grupa Mularski zdecydowała się inwestować w nowe obiekty produkcyjne dlatego, że widzicie Państwo na naszym rynku jeszcze dużo miejsca dla polskich pomidorów Z naszych rozmów z wieloma producentami i handlowcami wynik natomiast, że postrzegają oni nasz rynek jako ciasny i dla wielu z nich bardziej istotny jest eksport. W okresach, gdy jest dobry eksport pomidory mają lepszą cenę, a jak eksport słabnie to ceny spadają, nieraz bardzo nisko.

To zależy z kim się rozmawia i o czym się rozmawia. Tak naprawdę, gdyby pominąć import, który wchodzi corocznie do Polski, to okazuje się, że niestety, ale pomidorów w Polsce jest za mało. Ja nie mówię o zimie. Gdy robiliśmy analizy, w ogóle nie braliśmy pod uwagę okresu zimowego. W tym okresie konkurować, z oczywistych względów nie możemy. Co innego w sezonie. Prosty przykład – na dzień dzisiejszy jedna sieć Biedronka ma około 2 tysiące sklepów. Niech każdy sklep weźmie tylko jedną paletę pomidorów (500 kg) tygodniowo. Mamy już 40 tirów na tydzień, tylko dla jednej sieci.

A przecież w Polsce nie działa tylko jedna sieć. Każda sieć handlowa w Polsce obraca ogromnymi ilościami towaru i pomidory nie są tu wyjątkiem. A jak jest teraz? Są sieci, które już teraz potrafią wziąć od nas dużo towaru. My do niektórych centrów dystrybucyjnych dostarczamy 3 – 4 tiry na raz. Jednak, jeśli się przyjrzeć dokładnie, to widać, że w wielu hipermarketach polski pomidor jest cały czas rzadkością lub jest w zdecydowanej mniejszości wśród pomidorów oferowanych przez te sklepy (import pomidorów w okresie kwiecień –wrzesień 2012 roku wyniósł około 40 tys. ton – przyp. red.). Polski pomidor musi już być na rynku za bezcen, żeby niektóre sieci wprowadzały go do swoich ofert na większą skalę. Import dominuje na półkach wielu hipermarketów nawet w szczycie sezonu.

Tak, niewątpliwie ma Pani rację. Znamy to dobrze z własnych obserwacji. W lipcu i sierpniu czasem wciąż łatwiej kupić pomidory holenderskie niż polskie.

I dlatego wydaje się, że mamy nadwyżkę pomidorów na rynku. Ale tak do końca nie jest. Gdyby ktoś wziął kalkulator i policzył, to biorąc pod uwagę statystyczne spożycie pomidorów przez Polaków (10,6 kg na osobę w 2011 roku – przyp. red.), to okazuje się, że nie produkujemy wystarczającej ilości pomidorów na to, aby pokryć całe to zapotrzebowanie.

Oczywiście, w takiej perspektywie polskich pomidorów faktycznie jest za mało. Czyli zamierzacie Państwo walczyć o ten krajowy rynek? Chcecie Państwo na większą skalę wejść ze polskim pomidorem do sieci?

Nie tylko do sieci. Trzeba pamiętać też o rynku detalicznym. Powiedzmy o takich malutkich sklepikach czy też o bazarkach. Często jest tak, że nawet w szczycie sezonu bardzo trudno kupić tam polskie pomidory. Niestety, tam też znajdziemy bardzo często pomidory holenderskie lub belgijskie.

Co do tego również pełna zgoda

I tu jest właśnie haczyk.

I co można z tym zrobić?

Według mnie na dzień dzisiejszy niewiele da się zrobić ceną pomidora. Konkurencja cenowa z importem w obecnych realiach jest i tak ostra i trudna. My doszliśmy do wniosku, że możemy konkurować ilością. Pokazać, że Polak też potrafi. Nie twierdzę przy tym, że będziemy produkować pomidory tylko na polski rynek. To jest biznes, sprzedaje się tam, gdzie jest popyt. A rynki zagraniczne też są bardzo ważne. Natomiast my mamy dobry produkt, wiemy, jak go robić. Produkujemy pomidory od 1973 roku. Ja nie widzę więc barier tego typu, że „nie ma miejsca na rynku na więcej polskich pomidorów”. Ja uważam, że jest bardzo dużo miejsca na rynku.

Czyli Pani zdaniem polski rynek ma w sobie potencjał? I można sprzedawać na nim więcej rodzimych pomidorów.

Tak, ale nie zapominając też o naszych sąsiadach. Pamiętajmy, że za miedzą są Czesi i Słowacy, są Niemcy.

No właśnie. Kraje te kupują sporo pomidorów z Polski.

Tak. Pamiętajmy, że w Czechach i na Słowacji rodzima produkcja pomidorów jest znikoma. Nie zapominajmy o tym. A do tego dochodzą Węgry, w których co prawda produkcja jest większa, ale sezon na własne pomidory jest bardzo krótki. Węgrzy bardzo dużo pomidorów importują. Z Polski i oczywiście z Holandii. Import ten zaczyna się już od końca sierpnia. Możliwości jest bardzo dużo.

My mamy pewną przemyślaną wizję rozwoju firmy. Analizujemy rynek, dostrzegamy na nim szanse i chcemy je wykorzystywać. Gdybyśmy tego nie robili, nie widzieli potencjału dla rozwoju produkcji pomidora to byśmy w to nie wchodzili.

Rozumiem. Konkludując, widzi Pani zatem możliwości rozwoju zarówno na rynku polskim, poprzez stworzenie możliwości oferowania krajowym odbiorcom na tyle dużych ilości świetnego jakościowo pomidora, że nie będą oni musieli szukać uzupełnienia w imporcie na dotychczasową skalę. A przy tym nie zapominacie o popycie zagranicą i możliwościach, jakie stwarzają w tym względzie rynki naszych sąsiadów.

Oczywiście.

Na koniec chciałem zapytać o jeszcze jedną rzecz. W rozmowach z producentami i handlowcami przewija się często temat jak konkurować właśnie z pomidorem holenderskim czy belgijskim. I w tym kontekście podnoszona jest kwestia konkurowania jakością. Chodzi między innymi o to by oferować nowe odmiany, które są obecnie bardziej popularne od tych starszych. Odmiany o drobniejszych owocach, bardziej odporne w transporcie,  z większą trwałością, ale również smaczniejsze. Rozumiem, że ta problematyka również bliska jest Pani firmie.

Oczywiście, nie jest bowiem sztuką wyprodukować. Podstawą jest odpowiedź na pytanie: czy na to jest klient. A co jakiś czas trzeba też podjąć ryzyko i próbować wypromować coś nowego. Tak, jak my to zrobiliśmy z pomidorem truskawkowym. Nie zawsze się to w pełni udaje. Jak to było choćby z żółtym pomidorem cherry, który nie uzyskał szerokiej akceptacji wśród konsumentów. Jest on kupowany rzadko, raczej jako ozdoba potraw gdy mają przyjść goście. Popyt na niego jest więc ograniczony, a jak nie ma tej odmiany w sklepach, to mało kto to zauważy. So to „produkty echa” – pojawiają się i znikają, ale praktycznie nikt o nie pyta.

Nie mniej, tak jak praktycznie w każdej branży, tak i w ogrodnictwie - trzeba takie ryzyko podejmować. Wychodzi się do klientów z nowymi propozycjami i albo one chwycą albo nie. Ale rozwijać się trzeba.

Ma Pani rację. Rozwój jest dla każdego biznesu nieodzowny. Jeśli się nie rozwijasz, to się cofasz i konkurencja cię wyprzedza. Ogrodnictwo nie różni się pod tym względem od innych gałęzi produkcji.

Różni się o tyle, że my nie reklamujemy się na bilbordach. Po Wiadomościach lub Faktach też nie ma reklam zachęcających do kupowania pomidorów, ogórków czy selerów. A może powinny być? Może przydałaby się taka promocja polskich warzyw? Sporo jest tu do zrobienia. Na razie, w Polsce, w tym zakresie dzieje się bardzo niewiele.

Dodaj komentarz
Możliwość komentowania dostępna tylko dla użytkowników z wykupionym abonamentem
PODOBNE